10 rzeczy, które słyszy bezdzietna kobieta

Jestem bezdzietną kobietą. Mam trzydzieści lat i od pięciu lat jestem mężatką. Wszystko wskazuje na to, że powinnam mieć już małą gromadkę. W dzisiejszym poście powiem Wam, co najczęściej słyszę, gdy mówię, że nie mam dzieci.

1. Kto Ci na starość poda szklankę wody?

Mój hit. Myślę, że większość par decydujących się na dziecko właśnie o tym myśli. Gdy tylko dziecko zaczyna chodzić, daje się mu szklankę z wodą i uczy przynosić ją do mamusi lub tatusia. Później są bardziej skomplikowane lekcje. Dziecko siedzi w szkole a my mu wysyłamy sms-a, że czas na wodę. No przecież musimy dziecko przygotować na to, że zechce nam się pić także wtedy, kiedy będzie np. w pracy. Absurd jakiś. Wyświechtany, egoistyczny tekst i tyle.

2. Nie możesz być taką egoistką.

Naturalne zaprzeczenie pierwszego punktu. Z jednej strony posiadanie dzieci, żeby przynosiły szklankę wody nie jest egoizmem, ale nieposiadanie dzieci jest. A może właśnie o to chodzi. Żeby swoją starością kogoś nie obciążać. Ja myślę, że egoizm to żaden argument. Mamy prawo przeżyć życie jak chcemy. Przecież swoim nieposiadaniem dzieci nie robimy nikomu nic złego.

3. Pies to nie dziecko.

To prawda, ale… Mam psa i dwa koty. Opieka nie jest taka łatwa i przyjemna. Jak chcę gdzieś wyjechać, to muszę je zostawić pod opieką. Gdy są chore, muszę zawieźć do weterynarza i podawać leki. Muszę uczyć je czystości i innych tego typu nawyków. Mają swoje gorsze i lepsze dni. Potrafią w nocy zacząć harcować, uniemożliwiając nam sen.  Kupuję im zabawki, legowiska, kocyki i inne ważne akcesoria. No i najważniejsze – kocham je, a one chyba kochają mnie. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdy budzę się rano z przyklejonym do twarzy kotem.

4. Zmęczona? Chyba żartujesz.

Jakbyś miała trójkę dzieci, to byś zobaczyła co to zmęczenie. Pranie, gotowanie, sprzątanie, nieprzespane noce. Ja ledwo odróżniam kolory świateł drogowych. A Ty mówisz, że jesteś zmęczona. Czym? Wyprowadzeniem psa? Pogłaskaniem kota? Oczywiście w domyśle mówiącej to osoby, ja nie sprzątam, nie robię prania i nie gotuję. Żyję, żeby głaskać koty.

5. A pomyślałaś o swoich rodzicach?

Może to kogoś zdziwić, ale pomyślałam. Nie podrzucam im moich dzieci do opieki, dając im tym samym możliwość spędzania swojego czasu tak, jak chcą. Mogą realizować to, na co nie mieli czasu wcześniej. Posiadanie wnuków, nie jest najważniejszą rzeczą pod słońcem, a jeśli ktoś chce się kimś zająć lub kupić prezent, to jak już wspominałam mam psa i dwa koty. Uwielbiają zabawki.

6. Co Ty wiesz o problemach?

Ja wiem, że dziecko może przysporzyć problemów, ale można w to wierzyć lub nie są na tym świecie problemy z dziećmi niezwiązane. Myślę, że troska o dziecko niczym nie różni się od troski np. o partnera. Dodatkowo problemy związane z pracą. Chyba nie muszę się tłumaczyć, że ja też mam problemy. Takie myślenie jest trochę podobne do tego, że dzieci nie mają problemów. Oczywiście że mają, na swoim poziomie rozwojowym. I są one najważniejsze pod słońcem.

7. Nigdy nikogo nie pokochasz tak jak dziecka.

To prawda, nigdy nie pokocham kogoś matczyną miłością. Miłość do zwierząt tego nie zastąpi. Ale to nie znaczy, że nie pokocham kogoś w ogóle lub że ta miłość będzie gorsza. Nie potrzebujemy każdego rodzaju miłości, żeby być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi. Są rodziny, w których rodzice nie kochają swoich dzieci, czy to znaczy, że te dzieci nikogo nie pokochają? Być może czegoś nie doświadczę, ale nie uważam, że przez to będę uboższa.

8. Nic po sobie nie zostawisz.

Myślę, że zostawię bardzo dużo. Traktowanie dziecka instrumentalnie, tylko po to, że ma nas reprezentować w przyszłości, mnie nie przekonuje. Nie chcę tu udowadniać i wypisywać co takiego po sobie zostawię, bo najzwyczajniej w świecie mnie to nie interesuje. Zupełnie mi na tym nie zależy. Znacznie bardziej wolałabym się skupić na tym, jak teraz jestem odbierana. I co teraz mogę od siebie dać innym. A co będzie, jak mnie nie będzie? Pewnie nadal mnóstwo ciekawych rzeczy.

9. Byłabyś dobrą matką.

Skąd ktoś to może wiedzieć? To, że nie zagłodziłam swoich zwierząt, nie jest argumentem. Ja sama tego nie wiem. Znamy się na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni. Myślę, że dzieci to bardzo duży obowiązek właściwie do końca naszych dni. Stres, że coś robimy nie tak, musi być paraliżujący. Bardzo podziwiam osoby, które decydują się mieć dzieci. Osobiście uważam, że chyba jednak nie byłabym dobrą matką. Co prawda skończyłam pedagogikę, ale szewc w podartych butach chodzi.

10. Cisza.

W zasadzie to najlepsze, co ktoś może zrobić. Zamknąć się! Nie pytać przy każdej możliwej okazji – to co, kiedy dzidziuś? Nie życzyć mojej mamie wnuków – ma też inne marzenia! Nie dawać mi do potrzymania dziecka licząc, że mi się to spodoba – nie nie spodoba mi się! Nie robić dziwnych min, gdy mówię, że nie chcę mieć dzieci – widzę to. Apeluję o szacunek i akceptację mojej decyzji. Tyle w temacie.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

2 komentarze

  1. To trudny temat. U nas w Polsce – tabu, można powiedzieć. Nie wiem jak to jest być bezdzietną, bo jestem matką dwóch synów, pełnoletnich już. Pierwsza ciąża, choć planowana i try lata po ślubie, wprawiła mnie w popłoch!! Bałam się po prostu, a teraz myślę, że nie byłam dojrzała, mimo 26 lat. Dopiero jak z krwotokiem odwieźli mnie do szpitala i po badaniu USG, stwierdzono, że „tam nic nie ma”, poczułam stratę. Bardzo to przeżyłam, a następną ciążę musiałam częściowo „przeleżeć:, bo na początku znowu pojawiły się problemy. A wtedy to już chciałam – bardzo, bardzo! Udało się i mam teraz studenta psychologii! Drugą ciążę zniosłam świetnie, cały czas pracowałam, więc nie ma reguły, jak widać. Mam maturzystę.
    Piszę to, bo dopiero po wielu latach nauczyłam się być matką. Bo tego nas nikt nie uczy. Do wszystkiego trzeba mieć papier, szkoły, kursy, a do bycia rodzicem nikt nas nie przygotowuje. Uczymy się przez naśladowanie swoich rodziców albo przez stosowanie zachowań „wręcz przeciwnych” do tego jak postępowali nasi rodzice. I to bardzo długi i trudny proces- dojrzewanie do macierzyństwa. Mnie zajęło wiele lat i cały czas się uczę.
    Bycie matką to dla mnie najtrudniejsza życiowa rola. przyznaję. Z facetem można się rozstać, pracę i miejsce zamieszkania zmienić. A dziecko??!! Do „ochronki” oddam??? Dziecko jest na całe życie. A rzadko jest takie, jakie byśmy chcieli. Zazwyczaj wprost przeciwnie! I trzeba się z tym „zmóc”, poradzić sobie metodą prób i błędów. Nieraz jest bardzo ciężko, nieraz masz już dość i czujesz się zupełnie bezradna!!! Ale jak słyszysz: mamo, kocham Cię najbardziej na świecie, to wszystko inne przestaje być ważne i wiesz, że to, co robisz, ma sens. Dziś wiem, że nie muszę być MATKA IDEALNĄ, wystarczy, że staram się być MATKĄ NORMALNĄ czyli pozwalać sobie na słabości i przede wszystkim mieć swoje życie. I broń Boże nie poświęcać się!!!! Ciary mam jak słyszę „poświęciłam się dzieciom”. A prosił Cię ktoś, mam ochotę spytać???? Nie poświęcam się, choć próbowano i wciskać, że POWINNAM. A figa z makiem!!!! mam pracę, partnera, koleżanki, czytam książki, chodzę do kina , na basen uśmiecham się i moje dzieci taką mamę chcą mieć. Ale nie zawsze taka byłam i sporo czasu mi zajęło, żeby stać się MATKĄ NORMALNĄ a nie MATKĄKTÓRASIĘDZIECIOM POŚWIĘCIŁAITERAZCZEKAZAŻJEJDZIECITODDADZĄ (pisownia celowa). Nie oddadzą, to znaczy nie w taki sposób. Największą radością i „zapłatą” dla mądrej matki jest widzieć jak jej dzieci radzą sobie w życiu i są zadowolone z siebie, spokojne i szczęśliwe. A ja jestem jak Anioł Stróż, czuwam, ale ruszam z pomocą tylko wtedy jak naprawdę jest taka potrzeba. Poza tym obserwuję i pozwalam iść swoją drogą. To najlepsze, co rodzice mogą dać swoim dzieciom: wypuścić spod skrzydeł i pozwolić im iść swoją drogą. I nie wymądrzać się, obserwować, „niewidzialnie” czuwać.
    Nauczyłam się tego, codziennie się uczę. Nie było łatwo, ale dziś jak patrzę na moich synów, to wiem. że sobie poradzą w życiu. Dużo przeszliśmy, tym bardziej cenię moje relacje z synami.
    Rozpisałam się, trochę mi oczy zwilgotniały. Dziś, jak obaj stoją obok mnie to czuję się szczęśliwa, że jestem matka, że pokonałam strach i wiele życiowych ograniczeń,że odrzuciłam wiele stereotypów, że przetrwałam okresy załamań i i własnych, ludzkich upadków. Dałam radę samotnemu macierzyństwu i nie mam już o to pretensji do nikogo ( a kiedyś taka biedna się sobie wydawałam!) Wybaczyłam, przede wszystkim SOBIE! Warto było. Bartosz i Mateusz, fajni faceci, silni młodzi mężczyźni, moi synowie.

    Oj, rozpisałam się… wzruszyłam kapkę.
    Dlaczego piszę to właśnie pod wpisem o bezdzietności?
    Bo macierzyństwo jest fajne! Trudne, ale fajne!
    Nie każda kobieta musi być matką i jest to jej wybór, jeśli taka jej wola.
    Ale jeśli jeszcze nie podjęłyście decyzji, wahacie się, boicie, to może moje przemyślenia i doświadczenia, na coś Wam się przydadzą.
    Fajnie jest być mamą!

    Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny, a szczególnie ciepło autorkę tego tekstu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *