10 rzeczy, które słyszy freelancer

Praca w domu jest coraz bardziej popularna i coraz bardziej opłacalna. Niestety wciąż krążą o niej legendy i jest uważana za gorszą opcję. Z racji tego, że sama jestem freelancerem, opowiem Wam, co zdarza mi się słyszeć.

1. Da się z tego wyżyć?

Nie, nie da się. Tak naprawdę jem trawę i popijam wodą czekając, aż jakiś klient zapuka do mych drzwi. Przecież pracując w domu można zarobić tyle samo, co w każdej innej pracy, a czasami nawet więcej. Może to pytanie zadają ludzie, którzy zazdroszczą tego, że wstaję o której chcę lub, że mogę mieć urlop w każdym momencie? Tylko, że każdy z nas może tak mieć, więc po co zazdrościć?

2. Jak będziesz siedziała w domu, to zrób tego kurczaka, co to Ci tak dobrze wychodzi.

Przecież to oczywiste, że praca w domu nie wypełnia mi całego czasu, więc mogę spokojnie skoczyć po zakupy, wyprać dywan, zrobić obiad, wypastować parkiet, przetrzeć kurze, uprasować ciuchy i schłodzić piwo. Fakt, praca w domu sprawia, że więcej rzeczy możemy zrobić w tak zwanym międzyczasie, ale wszystko w granicach normy. Jeśli poświęcimy się pracom domowym nie zarobimy tyle ile byśmy chcieli, a przecież nie o to chodzi.

3. Znajdź sobie jakąś uczciwą pracę jak Twój brat.

Wiadomo! Czas skończyć ze sprzedażą kokainy, napadami na bank i oszukiwaniem babć na wnuczka. Co innego praca w urzędzie. Porządne i uczciwe zatrudnienie. Czy ludziom serio się wydaje, że praca w domu jest na granicy prawa i muszą zrobić wszystko, żeby nas od niej uwolnić? Ja mam działalność gospodarczą, płacę ZUS i podatki. Jestem uczciwym obywatelem i pracę wykonuję sumiennie. Jeśli ktoś woli pracować inaczej w porządku, ale ja swojego trybu nie zamienię na żaden inny.

4. To po co było 5 lat studiować?

Po to, żeby zdobyć wykształcenie, które jest niezbędne do naszego rozwoju. To inwestycja w nas samych, która zawsze się opłaca i zawsze się zwraca. W moim przypadku moja praca wiąże się z kierunkiem studiów, ale w przypadku mojego męża już nie. Ale to nie znaczy, że tego żałuje lub lepiej byłoby gdyby te pięć lat poświęcił na coś innego. Poza tym nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda.

5. No ja się nie dziwię, że nic nie robisz, skoro Twój mąż tyle zarabia.

Tak, mój mąż często spełnia moje fanaberie, a praca w domu jest jedną z nich. Przecież tak naprawdę nic nie zarabiam, tylko udaję. Oboje ciężko pracujemy, nawet gdy komuś się wydaje, że klikanie przez kilka godzin w klawiaturę to nie praca. Akurat oboje z mężem jesteśmy freelancerami, więc jedziemy na tym samym wózku.

6. Może Ty masz zbyt wysokie wymagania?

Tak, mam i właśnie dlatego pracuję w domu. To ja o wszystkim decyduję i ja jestem dla siebie szefem. Ale nie jest to dla mnie przegrana, a raczej ogromny sukces. W każdej nawet najlepszej pracy prędzej czy później przyjdzie kryzys. Jeśli mnie złapie kryzys, kopię się w tyłek i prę do przodu. Jeśli mam jakieś pretensje to tylko do siebie. To nie jest tak, że pracuję w domu, bo nie znalazłam pracy, ja jej nie szukałam, bo wiedziałam, jak chcę pracować.

7. To może ja Ci załatwię jakichś klientów?

Dokładnie na to liczę. Może lepiej od razu zrobić jakąś akcję humanitarną ratującą mnie przed śmiercią głodową. Skoro już jestem na tyle dorosła, że postanowiłam założyć własną firmę, to potrafię też zadbać o swoich klientów. Zwłaszcza, że często takie polecenia są chybione, ale osoba polecająca ma poczucie, że uratowała mi życie. Nie będę wyprowadzać jej z błędu.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.