50 twarzy Geralta

Przystojny, dobrze zbudowany, świetnie jeździ konno, doskonały w walce, posiadający szósty zmysł, siwy (choć nie jest stary) i z blizną. Kto to taki? Moja miłość, mój ideał mężczyzny i obiekt westchnień. Zakochałam się w nim w ubiegłym roku. I chociaż to miłość platoniczna, to przestać nie mogę.

To taka trudna miłość. Dave, na szczęście, akceptuje ten związek. Mało tego nie pozwala, aby ten płomień uczucia zgasł. Ciągle kupuje mi jakieś wiedźmińskie rzeczy. Apogeum tej akceptacji nastąpiło wtedy, kiedy dostałam od niego medalion, który nosi wiedźmin. Wilka. Wiem, wiem, pewnie wydaje się Wam to dziwne. Pewnie wolicie perły czy diamenty. Ja jednak skakałam z radości jak szalona. Aha, jeśli ktoś wie, gdzie można kupić strój Yennefer, niech da znać!

A tak na poważnie, to od zawsze wiedziałam, że postać Wiedźmina istnieje, jednak nic nie było w stanie przekonać mnie to do bliższego poznania jego historii. Dave wiele razy namawiał mnie, żebym przeczytała książkę, ale ja fantasy nie lubię, nie przeczytałam Harrego Pottera (tak, nie zrobiłam tego!), ani Władcy Pierścieni (obejrzałam film). Gdy przyszedł czas na premierę najlepszej gry wszech czasów, też mnie to nie obeszło, choć w gry komputerowe gram nałogowo. Ja już tak mam, że nie ekscytuję się tym, czym wszyscy, tylko sama muszę odkryć chęć zgłębienia jakiejś rzeczy. Tak też było z grą Wiedźmin Dziki Gon. Długo po premierze w końcu się skusiłam i kupiłam do swojej kolekcji. Gdy ją odpaliłam po raz pierwszy, faktycznie mnie zachwyciła. Grałam w Dragon Age Inkwizycję, która też jest świetnie zrobiona, ale ta była jeszcze lepsza. Niestety z racji tego, że nie umiem grać na WSADzie (nie pytajcie się dlaczego), gra trafiła na kurzącą się półkę. Aż pewne dnia kupiłam Pada do Xboxa, którego podpięłam do komputera i się zaczęło. Uzależniłam się od tej gry i od tej historii oraz zapragnęłam więcej…

Dokupiłam pierwszy dodatek oraz Wiedźmina pierwszą i drugą część. Wymyśliłam sobie, że zacznę wszystko jeszcze raz od jedynki właśnie, bo decyzje, które tam podejmujemy, mają wpływ na pozostałe części gry. Uwierzcie mi, nie było łatwo przesiąść się z trójki na jedynkę. Oj, mnóstwo krwi mi to napsuło. I chociaż mój dobry znajomy Marcin (pozdrawiam przy okazji) wręcz uwielbia jedynkę i przeszedł ją już chyba ze 100 razy, to ja się nie mogłam przekonać. Mordowałam się z nią wieki a bagna będą śnić mi się po nocach. Jednak było warto. Historie w jedynce, jak chociażby ta ze Strzygą, są niezwykle wciągające. Można poznać lepiej ten świat i postacie, które później w kolejnych częściach powracają i zupełnie inaczej się na nie patrzy. Chociaż za sterowanie postacią w jedynce powinni wsadzić twórców do więzienia! Dwójka jest chyba najgorszą z części. Trochę nowocześniejsza od jedynki, ale nadal toporna. Przeszłam, zapomniałam, życie toczy się dalej.

A trójka to historia na inny post. Ten otwarty świat wręcz uzależnia. Przemierzasz piękne miasteczka, wioski. Widoki zapierają dech. No i dialogi, które powalają z nóg. Mnóstwo humoru i dobrej zabawy. Ogląda się to wszystko jak świetnie zrobiony film, a historia na długo zapada w pamięć. Ja w nią grałam bardzo długo, bo odwiedzałam każdą wioskę, słuchałam rozmów mieszkańców, chciałam chłonąć jak najwięcej. Dodatki są nie tylko uzupełnieniem, ale odrębnym kawałkiem świetnie skrojonej przygody, która miejscami jest jeszcze lepsza niż podstawka. Po zakończeniu chce się więcej, które niestety nie nadejdzie. Pewnie za jakiś czas pozostanie mi powrócenie do Dzikiego Gonu i przejście go jeszcze raz, dla czystej przyjemności. Zwłaszcza że jak wiadomo, można grać w nią wiele razy i mieć zupełnie inne przygody, które zależą od Twoich decyzji i innych czynników. Żałuję, że nie kupiłam sobie wersji kolekcjonerskiej. Dałabym się pociąć, za figurkę Wiedźmina oraz mapę.

W trakcie grania postanowiłam zgłębić wiedzę na temat wiedźmińskiego świata i zakupiłam książki. Dokładnie te, o których kiedyś nie chciałam nawet słyszeć (człowiek to się jednak zmienia). Opowiadania pochłonęły mnie do reszty. Fajnie jest sobie przeczytać o tym, co już mieliśmy okazję zobaczyć w grze, ale także o czymś, czego w grze nie było. Twórcy trzeciej części musieli się sporo nagłówkować, żeby wymyślić te wszystkie przygody dzielnego Geralta. Planuję zakup kolejnych części. Dave kupił mi też na prezent komiks, który przedstawia dalsze losy Wiedźmina. Świetna sprawa dla tych, którzy tak jak ja, nie chcą się z Wiedźminem rozstawać.

Ogarnięta fascynacją Wiedźminem (gdyby istniał naprawdę, byłabym jego psychofanką grzebiącą w śmietniku i rzucającą do niego stanikiem) postanowiłam zobaczyć także film, nasz polski, z Żebrowskim w roli głównej.

No i cóż…powalający to on nie jest i scena, gdzie Geralt ciągnie sflaczałe truchło smoka, dalece odbiega od chociażby sceny z Władcy Pierścieni, gdzie Arwena zatrzymuje Nazgûli przy brodzie na Bruinen. A w obu przypadkach mówimy o produkcji z 2001 roku! Całe szczęście ma powstać film w reżyserii Tomasza Bagińskiego (jaram się jak hipster na jarmuż). Jeśli odpowiedzialny jest za niego Bagiński, to będzie to świetny film, pytanie tylko, co zechcą na nim pokazać? Amerykańska produkcja może zechcieć skupić się albo na historii miłosnej, albo na dużej ilości efektów specjalnych. Pożyjemy, zobaczymy. Chociaż to, co możemy zawdzięczać polskiej wersji filmu z 2001 roku to wizerunek Geralta. Oprócz skąpego opisu w książkach, niewiadomo, jak konkretnie Wiedźmin wyglądał. Dopiero rola Żebrowskiego to pokazała i to właśnie od niej wziął się oficjalny look bohatera.

Polska ma dużo szczęścia, bo Geralt okazał się świetnym towarem eksportowym. I tak jak mamy od lat swojego Harrego Pottera (Pana Kleksa), tak mamy też swojego Władcę Pierścieni, czyli świetną sagę osadzoną w gatunku fantasy.

To, czego jeszcze brakuje mi w mojej Wiedźmińskiej kolekcji to gra planszowa. Wiem, że nie należy do najlepszych planszówek, ale mimo wszystko chciałabym ją mieć. Niestety jest nie do kupienia, oprócz sporadycznych aukcji na allegro.

Na tym zakończę moją Pieśń o Rolandzie Geralcie. Męstwo, waleczność, odwaga, poczucie humoru to tylko niektóre z cech, za które można podziwiać Wiedźmina. Nie wiem, jak na ten tekst zareaguje męska cześć czytelników, ale czy w Geralcie można się nie zakochać?

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

10 komentarzy

  1. To jesteś pierwszą osobą którą znam i która zaczęła swoją przygodę z Wiedzminem od gry. U mnie chyba wszyscy kiedyś „Wiedźmina” przeczytali. To były czasy kiedy Saga była nowością i pojawił się szał na fantasy. Gerslda uwielbiam i też się w nim podkochiwałam.

  2. Książki bardzo mi się podobały, film to kompletna pomyłka (nie wiem, czy dałoby radę zrobić go gorzej), gier nie próbowałam, bo nie gram w ogóle.

    1. Film oglądałam jakby to była komedia, no coż takie czasy, tacy aktorzy, taki budżet. Ale ma być serial na Netflixie, więc czekam z niecierpliwością!

  3. Gier komp nie lubię za bardzo… No dobrze czasem pociupie trochę w Simsy ale szybko mnie nuży. Kiedyś lubiłam gry wyścigowe, need for speed itd potem przestało mnie do tego ciągnąć. Co do Wiedźmina oglądałam serial chyba w tv i myślę już o przeczytaniu, kumpel polecał. W grę Wiedźmin grał mąż ja się przyglądałam. Dość fajna grafika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.