Nie będę lepszą wersją siebie

Internety zalała fala noworocznych postanowień. Bo kiedy się zmieniać jak nie teraz? Ludzie mają wyjątkowe upodobanie do zmian przy okazji tak zwanych przełomów, czy no nowy rok, czy nowa dziesiątka na karku. Tylko, czy to oby na pewno jest skuteczne?

Moje zdanie jest takie, że to guzik prawda. Ile to razy obiecywałam sobie, że od nowego roku zacznę ćwiczyć, uczyć się włoskiego, zdrowo jeść, oszczędzać i co tam jeszcze mi do głowy przyszło. W rezultacie budziłam się pierwszego stycznia i nie byłam w stanie się za to zabrać. Z każdym dniem było coraz gorzej, a mniej więcej w połowie roku nawet nie pamiętałam, co sobie postanowiłam. Czasami przychodziły zrywy i jechałam na warzywach ze trzy dni lub cisnęłam z Chodakowską skalpel, ale zapał odszedł tak szybko jak przyszedł, a ja zostawałam z zakwasami i wilczym głodem.

Absolutnie nie przemawiają do mnie jakieś motywujące akcje typu: 50 przeczytanych książek w 2018 roku. Powstaje grupa na fejsie, ludzie chwalą się, że minął tydzień stycznia, a oni już odhaczyli 4 tytuły. Mnie to przeraża. Lubisz czytać, to czytaj. Po co jakieś wyścigi urządzać? Czy czytanie to nie przyjemność? A jeśli jakaś książka tak mi się spodoba, że zechcę ją przeczytać jeszcze raz to co? Liczy się jako kolejna, czy tylko zmarnuję czas? A grubą książkę liczy się za dwie czy jedną? Absurd.

Jest gdzieś we wszechświecie teoria, że jeśli zapiszemy sobie nasze plany, to prawdopodobieństwo ich realizacji zwiększy się o 40%. Cudownie! Zapisałam więc sobie naukę włoskiego, poszłam spać, wstałam i nic, żadnego buongiorno, grazie, czy pizza nie było. Chociaż nie, pizza akurat była, całkiem smaczna. Rozumiecie, o co mi chodzi? Nie istnieje żadna magia, która miałaby za nas coś zrealizować. Niby banał, a jednak mało się o tym myśli podczas wypisywania tych wszystkich ambitnych postanowień. Dzisiaj wespnę się na wyżyny mojego intelektu i przytoczę trafny cytat:

Mówieniem ryżu nie ugotujesz.

I to jest święta prawda. Od samej gadki, czy zapisanych punktów w nowym, pachnącym kalendarzu, kilogramów nam nie ubędzie. Nie potrafimy mierzyć sił na zamiary, stawiamy sobie zbyt wysoko poprzeczkę (np. 10 kg w tydzień), mamy nierealne oczekiwania (w tym roku podróż dookoła świata), nie oceniamy realnie naszych możliwości. Pięknie wygląda lista 100 rzeczy, które chcę zrobić w tym roku, ale jeśli są to kosztowne lub czasochłonne rzeczy, to trzeba je dostosować do trybu naszego życia i naszych możliwości. Jeśli tego nie zrobimy, pod koniec roku czeka nas rozczarowanie.

W zasadzie nawet nie pod koniec roku, jak dobrze wiecie, istnieje coś takiego jak Blue Monday, który przypada na 3 tydzień stycznia. Najbardziej depresyjny dzień w roku, który jest korelacją kilku czynników: krótki dzień, spłata zaciągniętych kredytów na święta, uświadomienie sobie porażki w związku z postanowieniami noworocznymi. Trzeci tydzień stycznia! Ktoś mądrzejszy od nas to wymyślił, więc może warto z tej wiedzy skorzystać?

Mój poprzedni rok upłynął pod znakiem lekarzy i badań. I powiem szczerze, że to właśnie był dla mnie najmocniejszy impuls do zmian. Zaczęłam zwracam większą uwagę na to, co jem, generalnie zaczęłam bardziej o siebie dbać, staram się mniej stresować, więcej się ruszam. I nie powiem, że przyszło mi to łatwo. Ale skupiłam się tylko na tym. Miałam jasny cel – zadbać o siebie. Jeśli nie będę zdrowa, nie nauczę się włoskiego. Logiczne.

W tym roku też nie stawiam sobie żadnych poprzeczek. Zobaczę, co życie pokaże. Raczej nie planuję być lepszą wersją siebie, wolę skupić się na tym by być lepszą dla siebie.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

16 komentarzy

  1. myślę sobie, że zmiany można zacząć w dowolnym momencie życia, nie należy wyznaczać żadnych magicznych dat ani progów, żeby nam się nie odechciało trzeba je wprowadzać bardzo małymi krokami i … raz na jakiś czas dać sobie wytchnienie 🙂

  2. Ja nie robię żadnych Noworocznych postanowień – raczej stawiam sobie bieżące cele i je realizuję, dzięki temu nie czuję zawodu na koniec roku, że nie zrobiłam planu, ale patrząc na to co osiągnęłam czuję dumę i radość, że to aż tyle 😀

  3. Nie lubię sztywnych ram, może dlatego nie rozpatruję roku jako czegoś, co się kończy i nagle zacznie się coś nowego. Tak z dnia na dzień. Z tego też powodu nie mam mocnych postanowień, bo robię to w dowolnej chwili i początek roku nie ma nic do rzeczy. A jeszcze natura moja przekorna jest taka, że jak wszyscy tak, to ja odwrotnie 😉 Jedno postanowienie mam np. codziennie, niezależnie od dnia w roku. Każdego ranka obiecuję sobie, że będę chodzić wcześniej spać. Nic z tego jednak nie wychodzi 😉

  4. Też nie rozumiem tego szału noworocznych postanowień. Jak chce się coś zmienić, albo zrobić, najlepiej zacząć od zaraz, a nie z okazji nowego roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *