#5 Niebezpieczne zauroczenie

Wyszliśmy z tej restauracji, a ja poczułam straszną ulgę. Jakby mi kamień z serca spadł, chociaż tak naprawdę niczego się nie dowiedziałam. Nadal kilka rzeczy muszę przemyśleć. Ale już nie dzisiaj. Posnujemy się jeszcze z Olafem chwilę, a później wrócę do domu i pójdę spać, tak bardzo tego teraz potrzebuję.

– To co u Ciebie słychać? Masz jakieś dziwne historie z paniami w urzędzie? Znowu Cię jakaś podrywała? A może dostałeś kolejną naganę, że nie wypełniłeś raportów prawidłowo?

– Widzisz, sprawa jest poważniejsza niż Ci się wydaje – powiedział to takim tonem, jakby się wydarzyło coś bardzo złego.

– Olaf co się dzieje?

– Widzisz, poznałem kogoś.

– Jej Olaf, nigdy tak więcej nie mów. Nie wprowadzaj atmosfery, jakby się stało coś złego. To cudownie, że kogoś poznałeś. Opowiadaj.

– No właśnie, to wcale cudowne nie jest. Co Ci mam powiedzieć. Jest księdzem.

– Co? Oszalałeś? Proszę Cię Olaf, nie pakuj się w jakieś dziwne historie bez przyszłości, bo będziesz cierpiał.

– Łatwo powiedzieć. Poza tym odezwała się mistrzyni rozsądku. To wszystko nie jest takie proste. Tak naprawdę, to się nawet jeszcze nie znamy.

– Ja z Tobą oszaleję. Chodź, usiądźmy na ławce i opowiedz mi wszystko po kolei.

– Ok. Otóż wiesz, że chodzę na siłownię dwa razy w tygodniu. I na tej siłowni są różne osoby. Są lalunie, które przychodzą pomalowane i wystrojone, żeby sobie strzelić fotę w lustrze, że niby ćwiczą i wracają do domu. Przychodzą też, totalni pakerzy. Nie muszę Ci ze szczegółami opowiadać, jak ze sobą gadają i jak wyglądają. W każdym razie jak wchodzą, czuję dreszcz przerażenia. Wiesz, jak wyglądam. Boję się, że kiedyś jakiś do mnie podejdzie i powie „ej Ty chuderlak, albo dźwigniesz stówkę na klatę, albo spadaj stąd, bo tylko miejsce zajmujesz”. Śnią mi się takie sceny po nocach. Na siłowni chodzą też tak zwane spaślaki. Czyli osoby, które są grube i mają wewnętrzną potrzebę przyjścia na siłownię i zrzucenia zbędnych kilogramów. Najczęściej ćwiczą na bieżni lub na rowerku. I teraz najlepsze. Ja kończą taki mini trening, który trwa 15 min – wychodzą. Idą wziąć prysznic, a po nim rozkładają się w szatni i jedzą pączka. Bo im się należy. Bo się napracowali. Kilka takich osób zaobserwowałem. No i jest ON. Zupełnie inny niż wszyscy. Ma się wrażenie, że tam nie pasuje. Po pierwsze jest kulturalny. Dzień dobry, dziękuję, nie jest mu obce. Po drugie jest subtelny. Jak podnosi ciężary, to ma się wrażenie, jakby podnosił wazę z dynastii Ming. Nie nachalnie. Jest każdym zaciekawiony. Podchodzi i pyta jak się ćwiczy na tym sprzęcie, na jakie partie to jest, od czego zacząć, czy to pomaga. To jest urocze. Zachowuje się przy tym, jak dziecko, które poznaje świat. Jest szczerze zdziwiony różnymi rzeczami. W ogóle wyraża szczerze emocje. Jak się śmieje to na całego. Aż sam chcesz się śmiać, mimo że nie wiesz, o co chodzi. Czasami jest strapiony, to po nim widać. Każdego zaczepia i pyta się, czym się zajmuje, czy ma rodzinę. Niektórzy go unikają, ale niektórzy na prawdę go lubią. Nawet ci pakerzy. Jak wchodzi do sali, to robi się jaśniej. Ostatnio chodzę tam tylko dla niego. Poza tym jest szalenie przystojny. Brunet, fajnie zbudowany, opalony. Ma tatuaż na ramieniu. Ćwiczy zawsze w krótkich spodenkach i czarnej koszulce bez rękawów. Jest boski. Dosłownie.

– Jestem w szoku. Nie wiem co mam powiedzieć. A skąd wiesz, że jest księdzem?

– No właśnie nie rozmawiamy ze sobą za bardzo. Kiedyś do mnie podszedł, przedstawił się i zapytał, od jak ciężkich hantli powinien zacząć. I tyle. Chyba mnie jako jedynego unika. Może widzi, że go obserwuję. Nie wiem. W każdym razie kiedyś jak już skończyłem ćwiczyć, poszedłem do szatni i zobaczyłem, że zakłada sutannę. Tylko raz, bo zawsze przyjeżdżał w normalnym stroju. Jeździ BMW i słucha czarnej muzy, ale ścisza na przekleństwach. Słyszałem. Tak bardzo chciałbym do niego podejść i pogadać, ale ilekroć go widzę, jestem sparaliżowany. Pewnie bym się jąkał i wyszedł na kretyna. To nie jest tak, że ja chciałbym z nim być. Szanuję to, że wybrał taką drogę, a nie inną. Nawet nie wiem, czy jest gejem. Pewnie nie. Ale nie mogę przestać o nim myśleć. Wydaje się bardzo ciekawym, inteligentnym facetem. Wszystkich facetów, jakich do tej pory spotkałem, można wrzucić do jednego worka. Zazwyczaj są zblazowani, bogaci i przeświadczeni o swojej wyjątkowości. Widzisz, krąg gejów jest niewielki. Każdy z każdym był, każdy o każdym wie wszystko. Wielu facetów myśli, jak nie ten to będzie inny. Nie starają się budować trwałego związku, bo chcą ciągle przeżywać przygodę. Ja chcę mieć normalny, długoletni związek. Chce być szczęśliwy i spokojny. Pewny, że nikt mnie nie zostawi, gdy tylko zachowam się nie tak, jak oczekuje. Poza tym chcę poznać kogoś inteligentnego, błyskotliwego, z którym obejrzę przegląd filmów izraelskich i będę mógł później o tym pogadać, a nie tylko chodzić na imprezy dla gejów, gdzie każdy się na każdego ślini, nawet jak przychodzi się w parze. Dlatego tak mnie Wojciech, bo tak ma na imię, zainteresował. Wydaje mi się, że on uosabia wszystkie moje pragnienia. Przepraszam, nie chcę Cię zanudzać.

– Nie zanudzasz. Słucham Cię i jest mi przykro. Nie wiedziałam, że masz takie pragnienia. Za dużo ciągle mówię o sobie, a o Tobie wiem niewiele. Chciałabym, żebyś poznał kogoś, ze swoich marzeń.

Przytuliłam się do Olafa i tak siedzieliśmy jeszcze chwilę. Potem ruszyliśmy do domu. Olaf mnie odprowadził. Nie mogłam zasnąć. Cały czas kłębiło mi się w głowie wiele rzeczy. Praca, ksiądz, Olaf. Jakie to życie jest skomplikowane. Nawet gdy wydaje Ci się, że wszystko masz pod kontrolą, wywija Ci takiego psikusa, że nie wiesz co z tym zrobić. Dzisiaj nie ma mowy o śnie. Muszę w końcu się ogarnąć, pomyśleć jak zmienić swoje życie i jak pomóc przyjaciołom. Czas skończyć z tą samolubną istotą.

Pewnie się zastanawiacie, co to takiego? Otóż jest jest to wytwór mojej wyobraźni, moje alter ego, papierek lakmusowy społeczeństwa. Wszystko to, co przychodzi mi do głowy, ale wstydzę się napisać wprost. Mieszanina prawdy i fikcji.

Marzena to trzydziestoletnia kobieta, która nie ma wygórowanych marzeń. Chce spotkać miłość swojego życia. Chce być spełniona zawodowo. Generalnie chce być szczęśliwa. Niestety nie potrafi po to sięgnąć. Kombinuje, szuka, walczy. Jej pokrętna logika wszystko utrudnia, ale dzięki przyjaciołom, zawsze spada na cztery łapy.

Co jakiś czas, będą ukazywały się dalsze losy Marzeny i jej przyjaciół. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

WCZEŚNIEJSZE CZĘŚCI – TUTAJ

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *