A Ty wiesz jaki masz kolor podkładu?

Poszłam ostatnio do sklepu kosmetycznego po podkład. Bo się skończył. Tak się składa, że na kosmetykach znam się tak, jak siostry Godlewskie na śpiewaniu. Wiem, co to szminka, wiem, co to tusz, ale dalsza habilitacja na ten temat nie jest mi już potrzebna. Chociaż gdy siostra (moja nie Godlewska) pokazała mi pomadę (czy jak tam się to nazywa) do brwi, to zwariowałam. W końcu mogłam przykryć mój błąd młodości w postaci wyregulowanych brwi sugerujących moje ciągłe zdziwienie. W sumie, jak teraz sobie machnę kreski, to wyglądam jakbym była wkurwiona, ale chyba lepiej wkurwiona niż wiecznie zdziwiona.

W każdym razie, wróćmy do kosmetycznego. Pani ekspedientka pyta, czy w czymś pomóc? Pani kochana, ależ oczywiście, mówię (wtedy jeszcze pełna entuzjazmu i dobrego humoru), szukam podkładu. A jakiej firmy? No i tu ewidentnie się nie przygotowałam, więc odpowiadam zgodnie z prawdą, jakiś dobry i niedrogi (wydawało mi się, że dość jasno doprecyzowałam moje oczekiwania).

Czuję oblepiający wzrok ekspedientki, która właśnie szacuje ile kasy mam na sobie i prowadzi mnie do półki z podkładami w cenie składki na ZUS i to z ubezpieczeniem zdrowotnym, społecznym i Funduszem Pracy. Ewidentnie źle oceniła moje możliwości finansowe, nie sądziłam, że moja sprana kurtka wygląda na Diora. I żeby było jasne, nie jestem sknerą. Co to, to nie. Jeśli ten podkład by się jakoś w moim życiu przydał, nie wiem, pracowałby za mnie, zupę czasem zrobił, kuwetę wymienił, to ja bym go wzięła, czemu nie, ale jeśli za tę cenę ma mi jedynie przykryć wory pod oczami, to ja jednak podziękuję. Mówię więc lekko zakłopotana, czy może są jakieś tańsze zamienniki w cenie np. książki, a nie miesięcznego utrzymania pięcioosobowej rodziny. Wyraźnie niepocieszona prowadzi mnie do półki dla „biedaków”, co to zamiast myśleć o tapetowaniu swej twarzy powinni zacząć myśleć o tapetowaniu pokoju, żeby jakoś zacząć godnie żyć.

Szuka Pani podkładu w płynie, w kamieniu, mineralnego? Wymieniła jeszcze chyba z trzy rodzaje, ale nie zapamiętałam. Wstyd mi było z powodu mojej ignorancji, więc wybrałam najbezpieczniejszą odpowiedź – w płynie, bo o innych nie słyszałam. Jaki odcień? Kurczę, nie wiem. Nie wie Pani? Wypowiedziała to z taką pogardą, że poczułam się jakbym znów była w liceum i nie znała wzoru skróconego mnożenia, stojąc przy tablicy na matmie. Wiedziałam, że nie znając odpowiedzi na to pytanie, przegięłam na pełnej linii i czekałam aż powie – siadaj, pała! Poirytowana moją osobą, posadziła mnie na krześle przy lustrze, w którym wyglądałam na trzydzieści lat starszą, zmyła mi pół twarzy, popaćkała po policzku kilkoma kolorami, po czym wcisnęła mi do ręki tubkę, mówiąc TEN. I poszła.

Grzecznie poszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam z połową twarzy jak zebra, odarta z resztek kobiecości i z portfelem lżejszym o 100 zł. Ja nie wiem jakie książki czyta ta Pani.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

10 komentarzy

  1. ufff… czyli jest nas więcej.. ja np. dużo bardziej wolę wyprawy do warzywniaka niż do kosmetycznego 😉

  2. Bardzo przyjemny tekst i bliski w ostatnich dniach, hehehe 😉 Na szczęście trafiłam na miłą ekspedientkę 🙂

  3. Tu trochę z innej beczki. Będąc ostatnio na hennie brwi, pani kosmetyczka (z akcentu chyba była to Ukrainka zresztą nieważne kto) chciała mnie namówić na makijaż permanentny i narysowała mi jedną brew kredką żeby mi pokazać jaki bedzie efekt wow. Po pokazaniu mi mojej twarzy w lusterku z malunkiem ma prawie cale czoło, niewiedziałam czy się śmiać czy zachować powagę. Szybko podziękowałam i zwiałam w duchu przeklinając babę. Naszczęście była to tylko kredka…. Już wolę swoje mizerne brwi a hennę robię sama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.