Dzień kobiety

Wstaję rano chwilę przed budzikiem. Biegnę do łazienki. Biorę prysznic, wycieram się ręcznikiem i wklepuję balsam antycellulitowy. Do lata jeszcze chwilę, może coś pomoże. Na włosy nakładam maseczkę bez spłukiwania. Pani fryzjerka powiedziała, że maseczka to podstawa, że sam szampon nie wystarczy. Myję twarz żelem do twarzy z peelingiem. Mam ładną cerę, ale zawsze jest jakieś ale. Rozszerzone pory, cienie pod oczami. Wacikiem nasączonym tonikiem przecieram twarz. Ponoć tonizacja jest ważna, ciągle mówią o tym w reklamie. Teraz przychodzi czas na krem. Mam trzydzieści dwa lata i zwykłe nawilżenie nie wystarczy. Kosmetyczka doradza kremy ze śluzem ślimaka, ale mnie na nie nie stać. Smaruję czymś tanim z napisem 30+. Wkładam obcisłe jeansy, przez które ledwo przeciskam stopę. Do tego bluzka z dekoltem, żeby łatwiej załatwiło się kilka spraw.

Wpadam do kuchni. Wyciągam z szafki chrupkie pieczywo, które daje złudne wrażenie, że jest zdrowe. Smaruję twarożkiem light. Do wyjścia jeszcze sporo czasu, ale makijaż sam się nie zrobi. Nakładam podkład, który jest już dla mnie za jasny, bo kupiłam w zimie, a ponoć trzeba mieć inny odcień na każdą porę roku. Później przykrywam te nieszczęsne cienie pod oczami grubą warstwą korektora. Korektor zasycha mi w kącikach oczu, przez co jeszcze bardziej uwypukla mi pierwsze zmarszczki, ale lepsze to niż cienie. Przyciemniam kości policzkowe bronzerem, bo podkreślone kości policzkowe to hit sezonu, więc jak ich nie masz, musisz sobie narysować. Nakładam cienie w kolorze śliwki. Ponoć należy je odpowiednio rozetrzeć, ale mam tylko zwykły aplikator dołączony do opakowania, więc radzę sobie, jak mogę. Później najgorsze. Kreski. Mam opadającą powiekę, więc ratuję się kreskami. Jeszcze nigdy nie wyszły mi jak należy. Nakładam tusz, który miał trzykrotnie pogrubić moje rzęsy, w rezultacie skleił je tak, że wyglądam, jakbym miała tylko trzy. Nie mam czasu ich rozdzielać. Przede mną jeszcze brwi. Gdy byłam młoda trzeba było je sobie wyrywać, aby uzyskać jak najcieńszą linię. Teraz dobrze, żeby zajmowały pół twarzy. Muszę więc użyć pomady. Wyszyły nierówno. Trudno, kiedyś się nauczę. Wracam do łazienki. Podsuszam włosy, niezdarnie używając okrągłej szczotki, którą kazała mi używać fryzjerka. Włosy się plączą, ciskam nią w kąt. Dziś nie mam na to czasu. Nigdy nie mam. Jeszcze tylko perfumy, ponoć to zapach ubiera kobietę.

Jeszcze tylko odpowiednia biżuteria, zegarek, kolczyki, bransoletka. No i buty. Mam ważne spotkanie, muszą być szpilki. Sprawdzam, czy mam w torebce plastry. Obcierają mnie te buty niemiłosiernie, ale nie mam dzisiaj innego wyjścia. Wybiegam z klatki i ledwo zdążam na tramwaj. Cholera przecież wstałam przed budzikiem. Nie dopiłam kawy, więc biegnę po jakąś na wynos, bo bez niej dzień może się nie udać. Spóźniona docieram do pracy. Koleżanki dziwnie mi się przyglądają. Pewnie przesadziłam z brwiami. Trudno, pomada zastygła na amen, mam nawet obawy czy ją wieczorem zmyję. Nic już z tym nie zrobię. Muszę przygotować się do spotkania. Czuję, że stopy mi spuchły. Dzisiaj jest ciepły dzień. Chyba mam złe krążenie. Tak mówią. Pierwszy bąbel wylazł na pięcie. Zaklejam. Na spotkaniu ciężko mi się skupić, bo guzik od spodni wbija mi się w brzuch. Wzięłam o rozmiar za małe, bo liczyłam, że schudnę. Nie miałam czasu. Tak naprawdę to mi się nie chciało. Karnet na siłownię przeleżał na szafce. Nowe legginsy do ćwiczeń też. Chciałam dobrze. Widzę, że koleś z zarządu się do mnie uśmiecha. Też muszę się uśmiechnąć, nie stać mnie teraz na zwolnienie. Koniec spotkania. Stopy pulsują, chyba nie dojdę do biurka. Ratuję się kolejną kawą. W łazience poprawiam makijaż. Jednak podkład matujący nie zdał egzaminu. Może za tani? Wracam na swoje stanowisko, ściągam na chwilę buty, rozpinam guzik. Chwilo trwaj. Zastanawiam się, czy mam coś w lodówce, bo nie uda mi się dzisiaj wstąpić do marketu. Nie w tych butach. Koniec pracy. Wracam. Marzę żeby ściągnąć te cholerne szpilki, które rozorały mi pół stopy.

W lodówce pusto. Zamawiam pizzę. Schudnę później. Przebieram się w dres. Zdecydowanie nie wyglądam instagramowo. Jest pizza. Odpalam Kuchenne Rewolucje. To jest mój relaks. Mało atrakcyjny, wiem. Kiedyś pójdę do opery. Pizza ma tę zaletę, że nie trzeba zmywać. Nic dzisiaj nie trzeba. Zasłużyłam. Zobaczę co na Netflixie. Trzeba dokończyć Kochane kłopoty. Rozkładam się na kanapie. Brakuje wina, jak na filmach i opakowania lodów. Nie mam. Dostrzegam odpryski na paznokciach. Fuck, chyba pójdę w końcu na te hybrydy. Tymczasem zmywam. Maluję. W tle serial. Jasna sprawa. Chce mi się sikać. Paznokcie jeszcze mokre. Fuck. Wytrzymam. Albo nie. Ściągam dresy łokciem. Dało radę.

Jak ten czas przy serialach leci. Idę wziąć kąpiel. Należy mi się. Wlewam płyn do kąpieli, żeby móc zgubić się w pianie. Odpalam świeczki. W ostatnim mieszkaniu miałam prysznic. Teraz mam komfort. Zmywam makijaż. Woda sączy się wąskim strumieniem. Lusterko zaparowało. Tych brwi faktycznie nie da się domyć. Trę do czerwoności płynem micelarnym. Miał usuwać nawet wodoodporny makijaż. Czas na maseczkę. Dostałam gratis do zakupów w kosmetycznym. Poszłam tylko po pastę do zębów. Wyszłam z całą siatką kosmetyków. Wskakuję do wanny. Ale błogość. Kurczę muszę podgolić nogi. Zapomniałam kupić maszynki. Spróbuję poradzić sobie ze starą. Może ta laserowa depilacja to nie taki zły pomysł. Zacięłam się na kostce. Zawsze zacinam się na kostce. Woda robi się czerwona jak w filmie Szczęki. Wychodzę, bo i tak już jest zimna. Zapomniałam zrobić sobie peeling. Wskakuję jeszcze na chwilę. Trę ciało drobnymi granulkami. Wycieram się. Zmywam maseczkę. Wklepuję krem pod oczy. Wklepuję krem na noc, który różni się od dziennego jedynie kolorem opakowania. Wmasowuję balsam antycellulitowy.

Jestem tym wszystkim zmęczona. Jutro rozegram to inaczej.

5.20. Wstaję przed budzikiem…

Wpis powstał na podstawie obserwacji różnych zachowań kobiet. Chciałam pokazać, jaki wpływ ma na nas presja otoczenia. Jak bardzo ulegamy reklamie. Jak bardzo istotny jest dla nas wygląd.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.