Zanim się zabijesz, ugotuj obiad

Jakiś czas temu byłam u babci. Między pierogami a ciastem babcia mi mówi, że jej sąsiadka się powiesiła, ale przedtem zrobiła mężowi dwudaniowy obiad na dwa dni. O mały włos nie zakrztusiłam się kompotem. Babcia należy do tych bardziej heheszkowych osób, więc myślałam, że żartuje. Ale jednak nie.

Podobnie było u znanej pisarki Sylvii Plath, która przed śmiercią przygotowała dzieciom śniadanie na drugi dzień. Jest coś patologicznego w kobietach, które zbyt poważnie traktują swoje role, czy to żony, czy matki. Na początku związku nic nie zapowiada katastrofy. Motyle w brzuchu skutecznie uniemożliwiają pracę rozsądkowi.

Później pojawia się temat wesela i nic więcej się nie liczy, choć już wtedy powinny otworzyć się mosiężne klapki opadające na oczy. Czy oby na pewno większość przygotowań nie spoczywa na naszych, kobiecych barkach? A jeśli zadacie swojemu partnerowi takie pytanie i w odpowiedzi usłyszycie „przecież to Ty chciałaś ślubu”, wyjdźcie i nie wracajcie.

Jeśli jednak jakimś cudem przymknęłyście na to oko i poszłyście w to na całość, to liczcie się z tym, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Po ślubie przecież można wszystko poluzować. Majtki, relacje, obowiązki. Skoro zaklepane, to i starać się nie trzeba. I tak krok po kroku, tydzień po tygodniu obrastacie w coraz to nowe obowiązki, które na siebie przyjęłyście. I gdy myślicie, że gorzej być nie może, pojawia się dzidziuś, owoc miłości, który to Wy musicie dźwigać w swojej i tak już ciężkiej kobiałce macierzyństwa.

I kiedy zmęczone wieloma latami pracy usiądziecie i zapytacie się, gdzie popełniłam błąd?. To ja Wam powiem. A pamiętasz przygotowania do ślubu?

Prawda jest taka, że niektóre kobiety za bardzo przejmują się swoimi rolami, mężczyźni jakoś nie mają tego problemu. Stereotypowa rola faceta to utrzymać rodzinę, wbić gwoździa, skosić trawę, naprawić samochód, dźwigać zakupy. I teraz rozejrzycie się dookoła, czy każdy z facetów tak chętnie wykonuje te obowiązki? Przecież właśnie tego oczekuje od nich społeczeństwo. Podobnie z kobietami. To, że stereotypy nakazują nam sprzątać, gotować, prasować, wychowywać dzieci, nie znaczy, że mamy się temu bezgranicznie poddać.

Nie wiem, czy to przez brak własnej wartości, czy przez zasady wbijane nam przez mamy, ale najwięcej błędów popełniamy na początku związku. Chcemy udowodnić swojemu mężowi, że dobrze wybrał, że oto stoi przed nim ideał, który i w łóżku dobry będzie i obiad ugotuje. Chcemy też dobrze zaprezentować się przed teściową i tyrając do trzeciej w nocy, myjemy fugi w łazience, pieczemy torty i prasujemy koszulę na glanc, żeby nowa mamusia nie miała żadnych wątpliwości, że jesteśmy najlepszym, co mogło się jej synowi przydarzyć.

Po urodzeniu dziecka też nie jest najlepiej, bo przecież mąż zajęty zarabianiem, nie może wstawać do dziecka. Jakimś dziwnym trafem nie może też się o siebie zatroszczyć i chociaż trochę odciążyć żonę. Dlatego wciąż oczekuje obiadu, uprasowanej koszuli i wyżej wspomnianej łóżkowej uciechy. Na zajęcie się sobą zostaje kobiecie niewiele czasu. I tak tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, z dawnej super babki zostaje tylko widmo.

Niewiele kobiet ma odwagę to zmienić i na nowo rozdać karty. Jeśli nawet podejmie taką próbę to usłyszy źle Ci, to znajdź sobie kogoś innego. A to wcale nie jest takie łatwe. Po latach poświęconych mężowi i dzieciom, nawet nie wiemy, kim jesteśmy. Sukienki sprzed ciąży nie pasują. Nie było czasu zrzucić pociążowych kilogramów. Zresztą, czy dziesięć lat po porodzie, to wciąż ciążowe kilogramy? Poza tym jest jeszcze czynnik najważniejszy. My znamy już tego naszego faceta, tak dobrze, że żal zamieniać go na kogoś nowego. Znów trzeba by się uczyć co lubi, kiedy zejść mu z drogi, kiedy powiedzieć o nowym wydatku. Te mechanizmy dają nam poczucie bezpieczeństwa, więc po co szukać coś nowego? A jak trafi się gorszy? Mój przynajmniej nie bije. Po tych myślach wracamy, do garów i na nowo doceniamy to, co mamy. Do czasu.

Sprostanie domowym obowiązkom staje się tak ważne, że nawet przed popełnieniem samobójstwa myślimy o obiedzie dla męża, żeby po raz ostatni w życiu perfekcyjnie wypełnić swój zasrany obowiązek i żeby biedaczysko miał, co do garnka włożyć, jak będzie organizował pogrzeb.

 

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

6 komentarzy

  1. Genialny tekst. Wiem, że to banalne stwierdzenie, nadużywane przez osoby, które nie czytają artykułów. Ja jednak Twój połknęłam w całości. Jest bolesny dla mnie… bo tak cholernie prawdziwy. Odnalazłam zbyt wiele wspólnych elementów. Masz rację, nieźle namieszałaś mi w głowie 😉 😉 ;)- ale dziękuję.

  2. Jakbym czytała o sobie. Co prawda przygotowania do ślubu mnie ominęły i nie usłyszałam nigdy „znajdź sobie kogoś innego”, ale cała reszta wypisz-wymaluj. Same się ładujemy w ten kierat, a później wyjść z niego – prawie niemożliwe. Czy można tu w ogóle określić „moment, w którym popełniamy błąd”? Jesteśmy jak wolno gotująca się żaba – nie zauważamy, kiedy woda staje się za gorąca, dopóki nie jest za późno.

  3. Niestety ale tak jest w większości przypadków… Jak czytam ten tekst to widzę swoją mamę i teściową… Wypisz wymaluj, „chłop ma mieć przecież zrobione, bo to chłop”… A guzik i figa z makiem się należy… Nie chodzi o to, żeby stać się nagle feministka i nie robić nic, ale do licha… Jak boli Cię głowa to połóż sie i odpocznij on też ma ręce i świetnie sobie poradzi, jak masz lenia to nie zmuszaj sie do wysprzatania całego mieszkania tylko włącz telewizor i się odprez… Jak facet stwierdzi, ze pasuje odkurzyć dywan to mu co najwyżej przypomnij gdzie jest odkurzacz. Jednak moim zdaniem same sobie tak uczymy tych mężów a potem placzemy… Kiedy chce coś ugotować to zamiast przeganiac go z kuchni dajmy się wykazać, jak chce posprzatac to nie stójmy nad nim i nie poprawiajmy. Nawet jak robi coś za przeproszeniem chujowo, to niech robi. Byleby robił. Bo potem bedzie mieć to po prostu gdzieś. Trzeba pokazywać, że obowiązki to nie tylko sprawa kobiet. A jak Ci powie, że nic przecież nie robisz i czym niby taka jesteś zmęczona to przez tydzień rzeczywiscie nie rób nic… Wiecie co… Jak tak zrobiłam na samym początku bo wystarczająco się napatrzylam na to co mialam w dziecinstwie… I jestem bardzo szczesliwa żoną chociaz dotej pory trzeba czasem temu mojemu jedynemu udowodnić, że gary w zlewie potrafią żyć własnym życiem jak się ich po obiedzie nie zmyje. Najwazniejsze to trzymać się tego i nie ulegać. I pomagać sobie nawzajem

  4. Smutne, ale prawdziwe. Boli jak cholera, kiedy się to czyta. Angażujesz się całym sercem w związek, a relacje i tak się rozluźniają. Ludzie się przyzwyczajają, odchodzą starania i troska o drugą osobę. Potem już łatwo rzucić głupie ‚nie pasuje ci, to se zmień.’ Związek to praca i żony i męża. Oboje muszą sobie pomagać. Zawsze mówię, że związek trwa do czasu, kiedy obie osoby chcą ze sobą być, najzwyczajniej w świecie. Jeśli którejś z osób przestaje się chcieć, to jest to początek końca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.