5 typowo ludzkich cech – supermarket

Supermarket jest jak fast food. Korzystasz z niego, aby szybko kupić różne produkty, w jednym miejscu, w przystępnej cenie. Problem zaczyna się wtedy, gdy inni klienci traktują market jako miejsce spotkań, sposób na spędzenie niedzieli (obecnie co drugiej niedzieli) lub chcą poczuć się jak w escape roomie, z którego można się wydostać tylko, jeśli rozwiąże się wszystkie zagadki, więc skrupulatnie przeglądają wszystkie półki aby czegoś nie przeoczyć. Ja podzieliłam klientów na takie typy:

1. W poszukiwaniu idealnej mandarynki

Nie wiem, czy znajdzie się choć jedna osoba czytająca ten tekst, która nie widziała osoby zanurzonej po pas w skrzynce z mandarynkami. Jeśli tak to szacun, proszę o namiary na sklep. Bo w większości marketów, skrzynki z owocami, warzywami i innymi rzeczami na wagę są okupowane niczym księgarnie przed premierą nowego tomu Harrego Pottera. Ja rozumiem, że ludzie nie znoszą kupowania kota w worku. Że nie chcą kupić wadliwego produktu. Ale czasami czas poświęcony na skomponowanie idealnego woreczka truskawek wydłuża się w nieskończoność, uniemożliwiając innym zakup. No chyba, że macanie owoców to jakieś nowe zboczenie, to luz, ja jestem tolerancyjna, macajcie sobie do woli.

2. Latorośle

Dzieci są urocze, ale nie w supermarkecie. Nie po to ktoś genialny wymyślił wózki z miejscem na dziecko (lub jak w moim przypadku, na torebkę) żeby puszczać swoje pociechy samopas po markecie.  Plączą się obcym ludziom pod nogami i nie dadzą zrobić spokojnie zakupów. Albo wpadną na kogoś i zrobią sobie krzywdę, albo się zgubią. Często jak jestem w jakimś większym markecie słyszę coś w rodzaju siedmioletni Staś czeka bezpiecznie na rodziców przy stoisku z informacją. Jeśli nie jesteście w stanie upilnować swojego dziecka, bo ważniejsze jest zastanawianie się czy taniej będzie kupić same tabletki do zmywarki, czy te z dołączonym nabłyszczaczem, to może lepiej zostawcie je w domu z babcią, sąsiadem lub wynajętym świętym Mikołajem. Nie polecam zostawiania w samochodzie, bo mogą Wam wybić szybę.

3. Wygrzebywanie produktów z czeluści piekieł

Znacie ten motyw? Jak się kupuje dezodorant, to nigdy nie bierze się tego z przodu, bo jest wypsikany. Jak kupuje się wielkie opakowania lodów, to wygrzebuje się te ze spodu, bo są z dłuższą datą ważności. Generalnie każdy produkt wygrzebuje się z najczarniejszych odmętów półki, żeby uniknąć kupienia produktu konkretnie wymacanego przez innych. Tego punktu akurat nie skomentuję, bo sama tak robię…

4. Kłopoty przy kasie

Nie wiem czy to jakaś klątwa rzucona kiedyś przez mściwego kasjera, czy wyjątkowe szczęście do pakowania się w skomplikowane historie dnia codziennego, ale zawsze, gdy stoję w kolejce do kasy to akurat wtedy musi się coś dziać. Na przykład ktoś nie zważył warzyw. I teraz musi sobie w głowie przeanalizować, czy sos pomidorowy powstanie bez pomidorów, czy jednak nie. Odpowiedź na to pytanie musi odbyć się w kilka sekund, bo przecież ludzie w kolejce nie pozwolą mu wyciągnąć komórki i sprawdzić, czym zastąpić pomidory. Więc stawia wszystko na jedną kartę, rozpędza się i ciśnie pomiędzy półkami najszybciej jak się da, aby zważyć te cholerne pomidory. Przy wadze jest kolejka, a jakże! Jakaś para zastanawia się, czy ich kartofle (ziemniaki) są jeszcze młode, czy już stare, bo nie wiedzą co nacisnąć. Koleś się niecierpliwi, a w kolejce dzieją się prawdziwe dramaty. Czy uznać człowieka za zaginionego, czy może kogoś posłać, żeby go odratować. Samo życie. Albo nie wczytuje się kod produktu, więc pani musi go wbić ręcznie. Część cyferek jest rozmazana, więc działa po omacku jak saper. Błąd. Pani pomyliła 8 z 0 i znowu musi wpisać dwadzieścia jeden cyferek, skrupulatnie jedna po drugiej. Błąd. Przepraszam panią, ale kod jest nieczytelny – słyszę – zaraz zadzwonię i koleżanka przyniesie drugi produkt. Kolejka za mną coraz dłuższa, a ja czuję na sobie wzrok mówiący serio, tak bardzo potrzebujesz tych kostek do toalety? Mistyczne przeżycie.

5. Ciężarni mężczyźni

Ja wiem, to znaczy domyślam się, że mięsień piwny skutecznie utrudnia poruszanie się, ale żeby od razu stawać w kolejce dla ciężarnych i niepełnosprawnych? Zwróciliście uwagę, że kasa z pierwszeństwem jest zawsze zajęta przez osoby, którym zupełnie nic nie jest? Bo przecież ogromna chęć oddania moczu lub chęć zdążenia na mecz piłki nożnej nie kwalifikuje się do niepełnosprawności, a już na pewno nie ruchowej.

Kocham makarony, Wiedźmina i seriale Netflix’a. Nie znoszę horrorów, czekolady i ludzi bez poczucia humoru. Jak na prawdziwą kikimorę przystało nieźle namieszam Ci w życiu.

1 Comment

  1. świetny tekst, chociaż to tylko wierzchołek góry lodowej., każda kasjerka powinna mieć doktorat z socjologii. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.